Włoskie remonty, czyli jak osiwieć przed 30-stką

by - środa, 21 lutego 2018 05:05

Czy pamiętacie jeszcze o tym jak jest mi zimno we Włoszech? Domek w którym mieszkamy nie jest wykonany z tektury, ale na pewno nie miał nigdy porządnej warstwy materiału izolacyjnego. Po długich stękach i jękach, postanowiliśmy pobawić się w ocieplanie domu i przekonaliśmy do tego teściów, którzy mieszkają pod nami i którym przecież zima nie straszna. To, co bez wątpienia zaważyło na podjęciu tak radykalnych kroków i decyzji na TAK, jest fakt, że kochane włoskie państwo odda nam w przeciągu 10 lat około 50% wydanych pieniędzy na nasze remonty (tzw. detrazioni fiscali). Fajna opcja, prawda?


Niestety pierwsze schodki zaczęły się już na samiutkim początku. Poszło o rusztowania. Mój teść to naprawdę obrotny człowiek. Najlepiej jak wszystko może zrobić sam, co niestety w tym przypadku trochę rozmijało się z jego wizją świata. Domu sam nie ociepli, ani nie pomaluje. Ale takie rusztowania? Naprawdę za nie trzeba płacić? Przekonany o tym, że rusztowania powinny być już w cenie postanowił, że sam takowe zbuduje. Wojna poszła na noże. Po długich dyskusjach i przekonywaniu go, że na homemade rusztowania nikt nie wejdzie, wreszcie się poddał i mogliśmy przejść do dalszych ustaleń.

Znalezione ekipy były już dograne, prace zaczęły się z lekkim poślizgiem (połowa listopada, miał być październik), ale roboty szły do przodu. Pomińmy milczeniem obalony przez ciężarówkę słupek od bramy, który do końca prac leżał dumnie na trawniku. Panowie go przecież nie zobaczyli…. Oprócz niefortunnego słupka, na pierwszą ekipę ogarniającą dach nie mogę narzekać. Prawdziwa przygoda rozpoczęła się z drugą ekipą i jednym konkretnym pracownikiem, który ewidentnie nie był entuzjastycznie nastawiony do naszych remontów. Od samego początku coś mu nie grało. A raczej ktoś. Teść nie ma łatwego charakteru, ale tutaj ewidentnie ktoś inny nie zapałał do niego miłością. Pierwszego dnia robót panowie po 30 minutach postanowili sobie pójść….na kawę. Kolega nadzorujący przebieg prac znalazł ich w pobliskim barze, gdzie usłyszał, że dalszych robót nie będzie – ekipa rezygnuje i musimy znaleźć kogoś innego. Zapytani o powód stwierdzili, że mój teść zamiast im pomagać (od kiedy to zrodziła się taka koncepcja?) wychodzi z wnusią na spacer (!) a poza tym za chwilę grudzień i woleliby znaleźć jakieś inne zlecenie i popracować w ciepełku a nie mrozić tyłki na zewnątrz. Kurtyna. Zostawili nas z rozgrzebanym domem, ustawionymi rusztowaniami i stwierdzili, że znajdziemy na bank kogoś innego. Stres i napięcie odbił się na zdrowiu nas wszystkich…Ostatecznie domek jest już wykończony a prace wykonała inna ekipa, która radośnie hasała przez ostatni miesiąc za moimi oknami.

A panowie od ciepełka szybko nie znajdą pracy w naszej okolicy, bo taki jest już urok małych miasteczek… wieści szybko się roznoszą 😊

mg


You May Also Like

0 komentarze